Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytelnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytelnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2014

Książka

No to jeszcze, tak żeby miło zakończyc jeden dzień, a rozpocząć drugi, wrzucam naszkicowany na (bardzo) szybko niewielki pean na cześć książki.
Nie wiem jak Wy, ale ja jednak idę spać, zaczęło się jutro :)
Dobranoc!



wtorek, 27 listopada 2012

Bestia



Miską flaków z olejem okazało się szeroko reklamowane i polecane przez różne Stenki i Żmjewskich dzieło niejakiej pani Ficner-Ogonowskiej, zatytułowane "Alibi na szczęście". Po dłuższym czasie spędzonym w okrutnych (acz fascynujących) światach George'a Martina i Bernarda Cornwella, zapragnęłam na moment znaleźć wytchnienie w literaturze typowo kobiecej. No i dostałam za swoje. Pani Ficner - Ogonowskiej należą się pod choinkę nożyczki i klej. Jakby wycięła dwie trzecie niepotrzebnych fragmentów ze swojej opowieści i spróbowała skleić coś sensownego z pozostałej jednej trzeciej, to może dałoby się to przeczytać bez bólu i skrajnego wyczerpania organizmu. A tak, to szkoda gadać. Dlaczego przeczytałam do końca dzieje mimozowatej bohaterki i jej nadludzko cierpliwego amanta? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Może zagrał duch sportowy i postanowiłam nie poddać się tym sześciuset stronom (z okładem ) bez walki. A może tak miało być, aby lepiej smakowały mi potem schaboszczaki w postaci Marcina Szczygielskiego {"Za niebieskimi drzwiami" - młodzieżówka miło pachnąca Gaimanem, połknęłam w jeden wieczór) oraz Orsona Scotta Carda ("Zaginione wrota" - w trakcie czytania)? W każdym razie, jak widać, mimo wszystko jest sprawiedliwość na świecie, a wytrwałego męczennika za cierpienia spotyka nagroda...

poniedziałek, 21 maja 2012

Po Warszawskich Targach Książki


Cóż, wprawdzie targi zaliczyłyśmy z Lusią w sobotę 12.05., ale z racji nękających mnie ostatnio problemów z wejściem na blog, komiks wrzucam z opóźnieniem.
Tak to właśnie było. Piękno i straszno. Piękno, bo tyle ksiąg wokół i o autorów człowiek się potykał co krok i zajęcia dla dzieci fajne zaliczyłyśmy z Lusią (prowadziła je p. Maria Kulik, u której onegdaj na klimatycznej Saskiej Kępie zaliczałam biblioteczne praktyki). A straszno, no bo - jak widać na powyższym obrazku - mój portfel przeżył podczas tychże Targów gwałtowną kurację odchudzającą. Było jednak warto! Oto co przyczyniło się do mojej klęski finansowej (polegającej głównie na złamaniu danego sobie słowa, że tym razem już NA PEWNO nie wydam ZA DUŻO):


Obie pozycje znane mi z recenzji. Obejrzałam, spodobała mi się tak treść, jak i grafika, więc zakupiłam. Niech wspierają rozwój emocjonalny i społeczny mojego dziecka. A co.


Prezent dla Lusi od babci, która towarzyszyła nam na Targach. Fajnie. Lubimy. Nawet mamy w domu własną prywatną Myszę Wiszę.


Szczególnie cenna pozycja, bo okraszona autografem autorki

Miałam od dawna chrapkę na tę kurę i nie zawiodłam się. Bardzo dobra książka, nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Dla Lusi trochę na wyrost, ale to nic, niech czeka.
 Zakupione pod wpływem impulsu na jednym ze stoisk komiksowych. Komiks stworzony przez dzieci.


Jak napisałam było warto, choć straciłam do końca szacunek do swej silnej woli. Za rok już nie będę sobie obiecywać, że tym razem to już tylko jedna, góra dwie książki. Bo tak się zwyczajnie nie da. Po prosto przed Targami sowiciej nakarmię portfel. O.






wtorek, 27 grudnia 2011

Gwiazdkowe prezenty


I jak tam po Świętach, moi drodzy? Najedzeni? Wypoczęci? Obdarowani? Bo ja ledwo sie moge ruszyć z tymi wszystkimi pierogami i sernikami w swoim wnętrzu. A biorąc pod uwagę dodatkowe tarcie wywołane przez opór psychiczny doprawdy nie wiem, jak uda mi sie jutro dotoczyć do fabryki. Bym sobie jeszcze w domu posiedziała. Poleżała. Pospała. Poczytała. Poodpoczywała.

wtorek, 1 listopada 2011

Pantoflarz

Lubicie kryminały Läckberg?  Nam przypadły do gustu i czytamy sobie od pewnego czasu. Mąż mnie wyprzedził o kilka tomów, bo po "Kaznodziei" wpadła mi w ręce "Gra o tron" Martina i zrobiłam sobie przerwę. Mąż natomiast przebija się dzielnie przez dalsze perypetie Eriki Falck i Patrika Hedströma i przy okazji snuje refleksje...

wtorek, 2 listopada 2010

Geny

Wiem, że o "Bincie" już było, ale ponieważ Lusia wielbi ją chyba nawet bardziej niż wieczorną kaszkę, w naszym domu ten temat jest wciąż na tapecie. Niebawem w środku nocy zacznę budzić się z krzykiem: "Bęben taty - pompompom!, bęben Lalo - pampampam!, bęben Babo - pimpimpim!...". Na pewno zrozumie mnie każdy, kto sam hoduje w domu małego, zawziętego czytelnika. I nikt mi nie powie, że geny nie odgrywają w tym szaleństwie niebagatelnie istotnej roli...

 

środa, 20 października 2010

Kto zabił

Na wstępie uczciwie ostrzegam: Jeśli ktoś ma w planach lekturę "Studio Sex" Lizy Marklund, niech sobie na razie daruje poniższy komiks. Ewentualnie na własną odpowiedzialność:)

czwartek, 12 sierpnia 2010

Mówisz - masz


Tak jak ostrzegała parę postów wcześniej: w końcu dorwała się i do naszych regałów. Auuuuuu!!!!!

czwartek, 15 lipca 2010

Nie przy jedzeniu

Wpadłam na chwilę w przerwie wakacji i wrzucam coś świeżego na ruszt. A już pojutrze ponownie: witaj przygodo! Po ostatnich miesiącach, gdy jedyną namiastką wyjazdów była literatura podróżnicza, czuję się (żeby odwołać się do bliskich mi porównań) jak niemowlaczek wypuszczony z kojca. Hulaj dusza...!

wtorek, 2 lutego 2010

Paczka

Jedną z mrocznych stron siedzenia w domu na długim urlopie jest brak dostępu do książek. Pracując na co dzień w bibliotece już zdążyłam odwyknąć od sytuacji, że snuję się po zamkniętej przestrzeni marudząc: "Nie mam co czytać...", bo zawsze był codzienny dostęp do suto zaopatrzonych regałów. No, ale teraz do biblioteki mam naprawdę daleko - zarówno o tej mojej zarobkowej, jak i do jakiejkolwiek najbliższej, a kiedy spadły śniegi, to w ogóle jesteśmy tu z Lunią nieco zagrzebane na tym naszym osiedlu. W związku z powyższym, zdarza mi się w aktach desperacji wydawać duże sumy pieniędzy na książki w księgarniach internetowych (a potem zmagac się z moralniakiem, no bo za co niby kupię pieluszki, hę?). Ponieważ jestem na wiecznym głodzie literatury, kiedy przybywają paczki dochodzi nierzadko do zachowań nieobliczalnych i tchnących szaleństwem...

poniedziałek, 11 stycznia 2010