Dla tych, którzy wolą jednak zaglądać tu, a nie na bloxa, mały short wakacyjny. Na znak, że cała nasza czwórka ma się dobrze i nadal pozostaje bohaterami rysunkowymi.
Mam nadzieję, że Wasze urlopy były udane i obfitujące w błogi stan nieróbstwa :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Zamykam tryptyk azjatycki...
... zainteresowanych jego początkiem odsyłam dwa piętra niżej.
Przy okazji:
Tak, wiem że Sajgon leży w Wietnamie.
Tak, wiem że Sajgon nie nazywa się już Sajgon.
Tak, wiem gdzie leży Tokio.
Dzięki Mężu za inspirację.
Przy okazji:
Tak, wiem że Sajgon leży w Wietnamie.
Tak, wiem że Sajgon nie nazywa się już Sajgon.
Tak, wiem gdzie leży Tokio.
Dzięki Mężu za inspirację.
czwartek, 11 czerwca 2015
poniedziałek, 25 maja 2015
Korek
Nie ratuje nas pozorne oddalenie od newralgicznych rejonów Warszawy. Mój syn raz pokochawszy zjawisko korka, codziennie po przebudzeniu zamienia nasz dom w skomplikowaną sieć nieprzejezdnych wielopasmówek...
poniedziałek, 18 maja 2015
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Zimnoluby
Nadchodzi ulubiona pora roku Męża w K.K. Nie powiem, że do końca podpisuję się pod tym uwielbieniem zimna, ale gdybym miała wybierać wakacje w Hurghadzie i wakacje w Bergen, wybrałabym Bergen. Mówię o letnich wakacjach. Temat zimowych musiałabym przemyśleć. Może Nowa Zelandia?
poniedziałek, 7 października 2013
niedziela, 29 września 2013
piątek, 26 lipca 2013
Nowy gackoblog
Zapraszam na mój nowy blog "Świat według Melci"! Czytajcie, oglądajcie, komentujcie i dobrze się bawcie:)
Niebawem wrzucę też coś na temat warsztatów komiksowych, które miałam przyjemność prowadzić w Wierchomli. Na razie, jako że bawię na zielonej trawce, pójdem siem opalić. O.
Niebawem wrzucę też coś na temat warsztatów komiksowych, które miałam przyjemność prowadzić w Wierchomli. Na razie, jako że bawię na zielonej trawce, pójdem siem opalić. O.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Gdy pomyślę o kolegach, którzy zostali w biurze...
Zelektryzowana pytaniem Męża wyjaśniam, że postać na ziemi pomiędzy dwoma klockami, to lalka Lusi, imieniem Lucy, Kłypa, bądź Lalona. I nikt jej nie skrzywdził. Bo wygląda tak dziwnie jakoś, faktycznie... Niejednoznacznie... Niepokojąco...
Poza tym, tralalalalatumturumtumeeeeeeeeeeeaaaaaaaaaaaaajodododododoihiiiiiiiiiiiiiiiiii, muszę na urlop. Bo kaftanik jak nic.
piątek, 1 marca 2013
czwartek, 21 lutego 2013
Paskudna zima
Mogłaby się wreszcie skończyć.
Biedny Tadełko ledwie miesiąc nacieszył się domkiem i własnym łóżeczkiem, a już znów wylądował w w szpitalu - z zapaleniem płuc i zakażeniem układu moczowego. Skąd się te france przyplątały, Odyn raczy wiedzieć. Wróciliśmy do domu w sobotę, po 10 dniach w Domu Białego Kitla, i od tamtej pory mamy pełne ręce roboty - inhalujemy się, przyjmujemy baterię leków, odglutowujemy nos z pozostałości kataru i walczymy z czymś, co przywlekliśmy jako bonusik ze szpitala, a co najprawdopodobniej jest łagodną formą rotawirusa. Luśka też zaflumkana, że aż miło. Toniemy w chusteczkach higienicznych, które bardzo szybko robią się niehigieniczne. Mamy już potąd zimna i śniegu i infekcji. Chcielibyśmy wiosny, ciepła, kwiatków, motylków i długich spacerów pełnych słońca i tlenu. Ktoś wie, gdzie baluje wiosna i kiedy do nas przybędzie?
No, ale żeby nie było tylko narzekań i smutku, wrzucę coś z ostatnich kadrów sytuacyjnych.
Mamy nową wagę.
Już nic nas nie uratuje.
Biedny Tadełko ledwie miesiąc nacieszył się domkiem i własnym łóżeczkiem, a już znów wylądował w w szpitalu - z zapaleniem płuc i zakażeniem układu moczowego. Skąd się te france przyplątały, Odyn raczy wiedzieć. Wróciliśmy do domu w sobotę, po 10 dniach w Domu Białego Kitla, i od tamtej pory mamy pełne ręce roboty - inhalujemy się, przyjmujemy baterię leków, odglutowujemy nos z pozostałości kataru i walczymy z czymś, co przywlekliśmy jako bonusik ze szpitala, a co najprawdopodobniej jest łagodną formą rotawirusa. Luśka też zaflumkana, że aż miło. Toniemy w chusteczkach higienicznych, które bardzo szybko robią się niehigieniczne. Mamy już potąd zimna i śniegu i infekcji. Chcielibyśmy wiosny, ciepła, kwiatków, motylków i długich spacerów pełnych słońca i tlenu. Ktoś wie, gdzie baluje wiosna i kiedy do nas przybędzie?
No, ale żeby nie było tylko narzekań i smutku, wrzucę coś z ostatnich kadrów sytuacyjnych.
Mamy nową wagę.
Już nic nas nie uratuje.
wtorek, 29 stycznia 2013
Newborn
Newborn już od ponad trzech tygodni gości wśród nas. Nosi dumne imię Tadeusz, je jak smok i drze się głosikiem disneyowskiej wiewiórki.
Lusia ogólnie zadowolona, Tadzia trzeba jednak nieco zabezpieczać przed nagłymi wybuchami siostrzanej czułości, objawiającymi się na przykład spazmatycznym ściskaniem za główkę, albo niekontrolowanym ciągnięciem za paluszki. Jak na razie deklaruje, że chętnie będzie dzielić się z nim swymi zabawkami, ale stanowczo protestuje przed obecnością Tadzia w jej prywatnej przestrzeni życiowej (raz, gdy położyłam go w jej łóżku, chcąc mieć wolne ręce i podać jej lekarstwo, zostałam srodze ofuknięta).
Przyzwyczajamy się powoli do sytuacji, że jesteśmy rodzicami dwójki potomstwa i że nocami krążymy jak zombi po domu, na przemian piastując młodszego i wysadzając na nocnik starszą. Ha. Na w pełni przespane 8 godzin przyjdzie nam jeszcze czekać całe lata.
A póki co i tak jest wesoło. I tematy do rysowania same się cisną. Tylko nie ma kiedy ich rysować...
Żeby nie było, że komiks bez nawiązań literackich - kto pamięta z jakiego to pamiętnego dzieła literackiego pochodzi Unkas?
Lusia ogólnie zadowolona, Tadzia trzeba jednak nieco zabezpieczać przed nagłymi wybuchami siostrzanej czułości, objawiającymi się na przykład spazmatycznym ściskaniem za główkę, albo niekontrolowanym ciągnięciem za paluszki. Jak na razie deklaruje, że chętnie będzie dzielić się z nim swymi zabawkami, ale stanowczo protestuje przed obecnością Tadzia w jej prywatnej przestrzeni życiowej (raz, gdy położyłam go w jej łóżku, chcąc mieć wolne ręce i podać jej lekarstwo, zostałam srodze ofuknięta).
Przyzwyczajamy się powoli do sytuacji, że jesteśmy rodzicami dwójki potomstwa i że nocami krążymy jak zombi po domu, na przemian piastując młodszego i wysadzając na nocnik starszą. Ha. Na w pełni przespane 8 godzin przyjdzie nam jeszcze czekać całe lata.
A póki co i tak jest wesoło. I tematy do rysowania same się cisną. Tylko nie ma kiedy ich rysować...
Żeby nie było, że komiks bez nawiązań literackich - kto pamięta z jakiego to pamiętnego dzieła literackiego pochodzi Unkas?
niedziela, 23 grudnia 2012
Zwlokłam się...
... nareszcie z wyra.
Zapalenie ucha to choroba, którą generalnie zaliczyłabym do tych mniej przyjemnych.
Zapalenie ucha w dziewiątym miesiącu ciąży, to coś, czego nie pożyczyłabym najgorszemu wrogowi (a raczej wrogini, mam przeczucie, że faceci jakoś by się wykręcili).
No, ale (odpukać) gorączka już znikła, ból też, głuchota lewouszna jeszcze pozostała, ale może wraz z planowaną na ten tydzień przyrodniczą odwilżą i ona odpuści. Dzidzia znów kopie z rozmachem, więc jest szansa, że wszystko wróci do normy i będzie można w spokoju delektować się karpiem.
Moi drodzy. Cóż mogę rzec Wam w tegoroczną wigilię Wigilii? Jak wyrazić moje ciepłe uczucia do Was, moi kochani stali i okazjonalni Czytelnicy?
Niech przemówi poniższa karta. Życzę Wam dokładnie tego, co tam napisałam.
Zapalenie ucha to choroba, którą generalnie zaliczyłabym do tych mniej przyjemnych.
Zapalenie ucha w dziewiątym miesiącu ciąży, to coś, czego nie pożyczyłabym najgorszemu wrogowi (a raczej wrogini, mam przeczucie, że faceci jakoś by się wykręcili).
No, ale (odpukać) gorączka już znikła, ból też, głuchota lewouszna jeszcze pozostała, ale może wraz z planowaną na ten tydzień przyrodniczą odwilżą i ona odpuści. Dzidzia znów kopie z rozmachem, więc jest szansa, że wszystko wróci do normy i będzie można w spokoju delektować się karpiem.
Moi drodzy. Cóż mogę rzec Wam w tegoroczną wigilię Wigilii? Jak wyrazić moje ciepłe uczucia do Was, moi kochani stali i okazjonalni Czytelnicy?
Niech przemówi poniższa karta. Życzę Wam dokładnie tego, co tam napisałam.
wtorek, 20 listopada 2012
Na specjalnych prawach
Podczas, gdy "Komiks, który wydarzył się naprawdę" rusza na podbój pozawirtualnego świata, gacek regularnie udaje się na podboje podstolicznych szos. Boicie się?
niedziela, 12 sierpnia 2012
wtorek, 31 lipca 2012
Wymarzony urlop
Tak było równo przez połowę urlopu. Potem na szczęście Cherubin opamiętał się i zaświeciło słońce. Wysuszyliśmy mokre ciuchy, poszliśmy parę razy ponapawac się przyrodą, a potem nagle okazało się, że czas wracać do domu. Co jest z tymi urlopami, że ledwie się zaczną, a już trzeba zwijać manatki i pędzić do fabryki? Co za łobuz zarządza upływem urlopowego czasu? Wie ktoś?
wtorek, 19 czerwca 2012
poniedziałek, 21 maja 2012
Po Warszawskich Targach Książki
Cóż, wprawdzie targi zaliczyłyśmy z Lusią w sobotę 12.05., ale z racji nękających mnie ostatnio problemów z wejściem na blog, komiks wrzucam z opóźnieniem.
Tak to właśnie było. Piękno i straszno. Piękno, bo tyle ksiąg wokół i o autorów człowiek się potykał co krok i zajęcia dla dzieci fajne zaliczyłyśmy z Lusią (prowadziła je p. Maria Kulik, u której onegdaj na klimatycznej Saskiej Kępie zaliczałam biblioteczne praktyki). A straszno, no bo - jak widać na powyższym obrazku - mój portfel przeżył podczas tychże Targów gwałtowną kurację odchudzającą. Było jednak warto! Oto co przyczyniło się do mojej klęski finansowej (polegającej głównie na złamaniu danego sobie słowa, że tym razem już NA PEWNO nie wydam ZA DUŻO):
Obie pozycje znane mi z recenzji. Obejrzałam, spodobała mi się tak treść, jak i grafika, więc zakupiłam. Niech wspierają rozwój emocjonalny i społeczny mojego dziecka. A co.
Prezent dla Lusi od babci, która towarzyszyła nam na Targach. Fajnie. Lubimy. Nawet mamy w domu własną prywatną Myszę Wiszę.
Szczególnie cenna pozycja, bo okraszona autografem autorki
Miałam od dawna chrapkę na tę kurę i nie zawiodłam się. Bardzo dobra książka, nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Dla Lusi trochę na wyrost, ale to nic, niech czeka.
Zakupione pod wpływem impulsu na jednym ze stoisk komiksowych. Komiks stworzony przez dzieci.
Jak napisałam było warto, choć straciłam do końca szacunek do swej silnej woli. Za rok już nie będę sobie obiecywać, że tym razem to już tylko jedna, góra dwie książki. Bo tak się zwyczajnie nie da. Po prosto przed Targami sowiciej nakarmię portfel. O.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































